Mijały dnie,
tygodnie. Sergi dzwonił coraz rzadziej. Tłumaczył to częstszymi treningami.
Kłamał. Na pewno kłamał. Dawał mi coś do zrozumienia.
Rodzicie nie pozwolili mi wrócić do Barcelony. Widzieli, że zależało mi na powrocie. Zastanawiało ich to. Zaproponowali mi za to kilkudniowy wyjazd do Madrytu. Postanowiłam, że pojadę i odwiedzę dawnych znajomych.
Z Damianem wyjaśniłam sobie wszystko. Obaj stwierdziliśmy, że dalsza znajomość nie ma sensu. Pogodził się z tym. Powiedział, że jeśli będę miała problem, zawsze mogę się do niego zwrócić. Akurat.
Przeszłam obok słynnego madryckiego stadionu wokół którego gromadziło się mnóstwo kibiców. Wyjęłam swój aparat i zrobiłam kilka zdjęć. Lubiłam to robić. Pamiętam, że zawsze gdy oglądałam zdjęcia zrobione na weselu koleżanek powtarzałam, że tym będę się zajmować. Skończyło się na tańcu.
Usiadłam na ławce. Wyciągnęłam lusterko i przyjrzałam się sobie. Wyciągnęłam szminkę i poprawiłam nią usta. Schowałam kosmetyk do torebki. Wstając, głośno westchnęłam. Poczułam na ramieniu ciepło czyjejś dłoni. Usiadłam z powrotem. Przerażona powoli odwróciłam głowę i spojrzałam w górę.
Rodzicie nie pozwolili mi wrócić do Barcelony. Widzieli, że zależało mi na powrocie. Zastanawiało ich to. Zaproponowali mi za to kilkudniowy wyjazd do Madrytu. Postanowiłam, że pojadę i odwiedzę dawnych znajomych.
Z Damianem wyjaśniłam sobie wszystko. Obaj stwierdziliśmy, że dalsza znajomość nie ma sensu. Pogodził się z tym. Powiedział, że jeśli będę miała problem, zawsze mogę się do niego zwrócić. Akurat.
Przeszłam obok słynnego madryckiego stadionu wokół którego gromadziło się mnóstwo kibiców. Wyjęłam swój aparat i zrobiłam kilka zdjęć. Lubiłam to robić. Pamiętam, że zawsze gdy oglądałam zdjęcia zrobione na weselu koleżanek powtarzałam, że tym będę się zajmować. Skończyło się na tańcu.
Usiadłam na ławce. Wyciągnęłam lusterko i przyjrzałam się sobie. Wyciągnęłam szminkę i poprawiłam nią usta. Schowałam kosmetyk do torebki. Wstając, głośno westchnęłam. Poczułam na ramieniu ciepło czyjejś dłoni. Usiadłam z powrotem. Przerażona powoli odwróciłam głowę i spojrzałam w górę.
- A Ty to..
- Co, tak piękna blondyna, robi sama przed tym cudownym stadionem? – przerwał mi przystojny mężczyzna.
- Pewnie siedzę – odwróciłam głowę, i spojrzałam na obiekt znajdujący się przede mną przez okulary przeciwsłoneczne. – Nie pomogę Ci w niczym, jestem z Polski.
- Po części tu mieszkam – uśmiechnął się szeroko i przysiadł się. – Mogę?
- Przecież już siedzisz.
- Chcesz tu wejść? – wskazał na stadion.
- A Ty to kto? – podniosłam okulary. – Justin Bieber?
- Na szczęście nie – roześmiał się. – Alvaro Morata, piłkarz Realu, joł.
- Co ja mam do tych piłkarzy..
- Znasz już jakichś?
- Tak. Szczególnie jeden jest mi bliski.
- Kto to taki? Może znam – zainteresował się piłkarz.
- Sergi Roberto – uśmiechnęłam się. – Wiesz co? Może jednak zobaczę ten stadion i porównam go do Camp Nou.
- Bez porównania – powiedział Morata, zakładając ręce na piersi. – Zapewniam Cię.
- Sama się przekonam – pokazałam mu język i wstałam. – Prowadź.
Piłkarz zrobił to samo i wziął mnie pod ramię. Przeszliśmy przez główne wejście Bernabeu. Szybkim krokiem zaprowadził mnie na murawę. Na trybunach znajdowało się wielu kibiców, którzy po naszym wejściu zaczęli klaskać. Morata pomachał im i uśmiechnął się.
- Nasze królestwo.
- Czy każdy piłkarz nazywa swój stadion zamkiem? – Morata wyszczerzył się.
- Zdecydowanie – odpowiedział. – A teraz chodź, zaprowadzę Cię w nasze najdroższe miejsce.
- Zapowiada się ciekawie – złapałam go za rękę. Zeszliśmy schodami w tunel, przez który piłkarze przemierzają wchodząc i schodząc z meczu. Zatrzymaliśmy się przed białymi drzwiami, zza których dobiegał śmiech. Położył dłoń na klamce.
- Żartujesz.. – jęknęłam podekscytowana, ledwo wydobywając z siebie dźwięk.
- Nigdy w życiu nie byłem tak poważny – nacisnął. Drzwi ustąpiły. Alvaro pociągnął mnie za sobą do szatni i zamknął drzwi. Piłkarze zaniemówili. Słyszałam bicie swojego serca. Zaczęło wirować mi w głowie.
Mój wzrok utkwił na najprzystojniejszym z piłkarzy. Na jedynym, którego stąd kojarzyłam. Wlepiłam w niego wzrok nie zwracając uwagi na to, że patrzył się w moje oczy. Uśmiechnął się w moją stronę.
- Cr... Cris… - przełknęłam ślinę. – Morata, trzymaj mnie.
- Em... to jest… - Alvaro podrapał się po głowie. – Polka.
- Twierdzenie „Polski są najpiękniejsze na świecie” uważam za potwierdzone – powiedział niejaki Isco, wlepiając we mnie wzrok.
- Natalia – uśmiechnęłam się odrywając wzrok od Ronaldo.
- Siadaj tu, mycha – Cris poklepał zapraszająco wolne miejsce na ławce. – Ángel lubi lejdiczki.
- Czy ja umarłam? – usiadłam obok piłkarzy. Portugalczyk ułożył moją głowę na swoim ramieniu.
- Najwidoczniej – zaśmiał się odgarniając z oczu moje włosy.
- Ua – gwizdnął piłkarz z dwunastką na koszulce.
- Irka będzie zła.
Zadzwonił mój telefon. Sergi. Od zawsze miał wyczucie czasu..
- Natalia, kochanie? – usłyszałam po wciśnięciu zielonej słuchawki. – Dawno nie gadaliśmy.
- Nie zaprzeczę – mruknęłam.
- Gdzie jesteś?
- W Hiszpanii.
- Świetnie! Dlaczego nie zadzwoniłaś? Gdzie dokładniej?
- W Madrycie.
- A dokładniej?
- W Santiago Bernabeu.
- Co Ty tam.. – przerwał. – Gdzie dokładniej?
- W szatni…
- A dokładniej?
- Jezu, Sergi, nie siedzę w żadnym piłkarzu – w szatni rozległ się śmiech.
- Przecież nie sugeruję – roześmiał się. – Jadę po Ciebie, nie będziesz tam siedziała.
- Ale siedzę.
- Wolisz ich ode mnie? – jego głos posmutniał.
- Przyjedź – rozłączyłam się. – Zaraz zjawi się tu Sergi… mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza.
Wszyscy piłkarze spojrzeli pytająco na piłkarza z trójką.
- Nic mu nie zrobię, obiecuję! – piłkarz zgiął ręce w łokciach, tak, że zewnętrzną ich stroną dotknął ciała. – A poza tym, on będzie tu za jakieś 2 godziny. Raczej mnie tu nie będzie.
- Chcesz coś zjeść, Natalie? – uśmiechnął się w moją stronę Morati.
- Chętnie – odwzajemniłam uśmiech.
- Może gdzieś ją zabierzemy? – objął mnie ramieniem Cristiano. Oparłam się na nim.
- W sensie… - uniósł znacząco brwi piłkarz składający koszulkę z czwórką.
- A ten tylko o jednym – złapał się za głowę Isco.
- Chodziło mi o restaurację, Sergio – westchnął CR7. – Co Ty na to? – zwrócił się do mnie.
- Ale Sergi nie…
- Zadzwonisz do niego i powiesz, że jesteś gdzie indziej i po problemie – uśmiechnął się.
- W porządku – rozluźniłam się.
- Tak trzymać – pocałował mnie w policzek. Miałam wrażenie, że się topię. – Przebierajcie się chłopaki.
- To ja… Może… - zasłoniłam oczy.
- Nati – złapał mnie za rękę Morata, odsłaniając jedno oko. – Chodź.
- Nie ucieknij nigdzie – wyszczerzył się Ángel.
W tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Domyślając się, że dzwoni Sergi, szybko wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i wcisnęłam słuchawkę.
- Pani Natalia? – zapytał obcy mi głos.
- Tak, to ja – odpowiedziałam drżącym głosem. – O co chodzi?
- Sergi uległ wypadkowi samochodowemu – odparł mężczyzna. – Prosił, żebym panią poinformował.






świetne! czekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, miło:)
UsuńNajlepsze jak zwykle! <3 kocham tego bloga i wszystko co z nim związane! :* Pisz następny, czekam z niecierpliwością! Oby się nic Sergiemu nie stało, jejku :( i super, że uwzględniłaś Alvaro <3 kc :*
OdpowiedzUsuńMotywujące, miło:* koch też<3
UsuńRamos zboczony, bo dostaje za dużo czerwonych kartek? :(
OdpowiedzUsuńZdecydowanie:(
Usuń