Obudziło
mnie stukanie do hotelowych drzwi. Przeciągnęłam się, chwyciłam leżącą na
szafce szczotkę i rozczesałam włosy. Ktoś zapukał ponownie. Zdecydowanie
mocniej.- Jezu, już idę.
Wstałam i otworzyłam drzwi.
- Nie Jezu, tylko Sergi – musnął moje wargi i wręczył mi kwiaty.
- Muchas gracias. A z jakiej to okazji? – nalałam wody do małego dzbanka i wstawiłam do niego kwiaty.
- Z okazji.. dnia najpiękniejszej kobiety pod słońcem – podszedł do mnie i chwycił mnie za biodra. Stał tak blisko, że czułam jego oddech i zapach wody toaletowej.
- Nie tak szybko kowboju – wbiłam kciuk w jego klatkę piersiową i odsunęłam go od siebie. – Może się przejdziemy?
- Z przyjemnością. Co proponujesz?
- Może pokażesz mi ten swój zamek?
- O tak, dobry pomysł. W końcu ten zamek ujrzy swoją księżniczkę – zaśmialiśmy się.
- Daj mi chwilę, pójdę się ogarnąć.
- Rozumiem, że zdążę odespać dzisiejszy ranek, kiedy to udałem się po kwiaciarni, specjalnie dla Ciebie – kątem oka spojrzał na kwiaty.
- No wiesz Ty co, myślałam, że to z własnego ogrodu – wytknęłam mu język i schowałam się w łazience.
- Halo-czy-tam-jest-życie? – Sergi oparł się o drzwi i walił w nie pięścią.
- Oczywiście – otworzyłam drzwi i Sergi wpadł do środka. Zaśmiałam się widząc piłkarza leżącego na dywanie.
- Ups, haha – podałam mu rękę by pomóc mu wstać, lecz on przyciągnął mnie do siebie tak, że znalazłam się na podłodze koło niego. Spojrzał mi w oczy.
- Ups, chyba powinnaś mnie przeprosić, prawda?
- Lo siento, Sergi..
- Mhm..
- To jak, przebaczone?
- To Twoje całe przeprosiny? – uniósł znacząco brwi.
- Oh, kowboju – dotknęłam jego policzka i pocałowałam go. Zadzwonił do mnie telefon. Sięgnęłam do kieszeni krótkich spodenek, lecz nie zdążyłam go wyciągnąć. Sergi złapał mnie za nadgarstek.
- Teraz jesteś tylko moja.. – wymruczał mi do ucha i lekko je przygryzł. Tak jak kiedyś robił to Damian.
- Mieliśmy iść – westchnęłam wstając.
- Ale dokończymy to kiedyś, obiecaj mi – nie puszczał mojej ręki.
- Nie wiem, nic nie wiem – puścił mnie. Ruszyłam po torebkę, do której włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy. – Jestem gotowa.
- Ja tak samo – otworzył mi drzwi i wskazał gestem ręki, że mam pierwszeństwo. Poczekałam aż wyjdzie z pokoju i zamknęłam drzwi. Schowałam kluczyki to torebki i ruszyłam w stronę schodów.
- Ekhm – przypomniał o sobie Hiszpan.
- No chodź głupolu – wyciągnęłam rękę w jego stronę, a on automatycznie się uśmiechnął. Z zaplątanymi rękoma ruszyliśmy w stronę drzwi.
Jak na Hiszpanię było cicho. Może nie było słychać śpiewu ptaków, ale ulice nie były zbytnio obciążone. Kilka razy zatrzymywaliśmy się, by zrobić sobie zdjęcie z fanami Sergiego.
- Własna modelka, mm – wyszeptał, całując mnie w policzek.
- Własny piłkarz i rycerz w jednym, seksownym mężczyźnie, takiej to się powodzi – zaśmiałam się.
- Może na chwilę przysiądziemy, co ty na to? – zapytał, wskazując palcem na ławeczkę.
- Z chęcią – odparłam. Posadził mnie na swoich kolanach i objął w talii, a sam położył głowę na moim ramieniu. – Z każdą się tak obchodzisz?
- Z jaką każdą? Jesteś jedyną, moją księżniczką.
- No tak. Ale przede mną..
- Ach kochanie – przerwał mi - to nie ma znaczenia. Ale uwierz mi, nie było ich wiele.
- Przed Tobą był jeden – uśmiechnęłam się sztucznie. – Który ciągle nie daje mi spokoju.
- To ten przyjaciel, Damian? – Zainteresował się.
- Sami nie wiedzieliśmy co to było. Gdy zakończyliśmy związek, postanowiliśmy dalej utrzymywać ze sobą kontakt, ale on mnie okłamywał i.. – po policzku popłynęła mi łza, którą natychmiast wytarł Roberto.
- Ćśś, kochanie – przytulił mnie mocniej. – Jestem tu z Tobą i będę zawsze. Zapomnij o tym sukinsynu i żyj przyszłością.. ze mną – złagodniał. – Kochaj mnie.
Trzymając
się za ręce weszliśmy na stadion. Przechodząc przez korytarze, przeznaczone dla
piłkarzy, zatrzymaliśmy się kilka kroków przed schodkami prowadzącymi na
murawę.- Czekaj.. – powiedział Sergi, zasłaniając mi oczy i obejmując w talii.
Weszliśmy po schodach. Gdy byliśmy już „na zewnątrz” zatrzymaliśmy się na murawie.
- Jeszcze nie otwieraj – poprosił piłkarz. Złapał moją prawą rękę i wyciągnął ją przede mnie. Poczułam uścisk drugiej dłoni i natychmiast otworzyłam oczy.
- Cześć – uśmiechnął się zabójczo wysoki mężczyzna. Spojrzałam na Sergiego pytającym wzrokiem. Stał z założonymi na piersi rękoma i seksownie się uśmiechał. Jak zawsze.
- O Boże. Ty jesteś mężem Shaki, prawda? – Przypomniało mi się po chwili.
- Tak, ja mam ten zaszczyt – roześmiał się a z nim Roberto – i zapraszamy Was na dzisiejsze party, Sergi, wiesz jak trafić.
- Moje drugie imię to GPS – wyszczerzył się.
- Oho, Pique, możesz potwierdzić? – Zapytałam ciągle podekscytowana zaproszeniem.
- Oczywiście, z Sergim możesz być bezpieczna, zapewniam.
Rozmawialiśmy i śmieliśmy się tak jeszcze pół godziny. Następnie Roberto zaproponował koledze grę 1 na 1. Postanowiłam, że przyjrzę się ich grze z trybun. Gdy postanowiłam usiąść zadzwonił mój telefon.
- Cholera – mruknęłam. – Halo? – Odebrałam połączenie nie patrząc na to, kto dzwoni.
- Natalia.. – rozpoznałam głos Damiana – spotkajmy się, proszę.
- Damian, zrozum, że to koniec – westchnęłam. – Poza tym jestem w Barcelonie..
- To do Ciebie przyjadę – prychnął. – Pamiętasz? Dla Ciebie wszystko.
- Trochę za późno, bo jestem szczęśliwa z kim innym – uśmiechnęłam się w stronę Sergiego.
- Zabiję się, obiecuję – powiedział drżącym głosem. – Zabiję się, jeśli w ciągu
tygodnia Cię nie zobaczę.- Jestem na wakacjach, w Hiszpanii! Nie mam zamiaru teraz wracać do Polski! – krzyknęłam do telefonu. Poczułam na sobie wzrok Hiszpana.
- Pamiętaj kochanie, masz tydzień. Albo miejscem naszego najbliższego spotkania będzie cmentarz – mówił poważnym tonem. - ¡Adiós querer! – Rozłączył się. Patrzyłam przez dłuższą chwilę na ekran, na którym wyświetlone było nasze wspólne zdjęcie. Nawet nie zauważyłam, kiedy po moich policzkach popłynęły łzy. Schowałam twarz w dłoniach. Siedziałam tak przez pewien czas, gdy nagle usłyszałam kroki piłkarzy.
- Stało się coś? – wyprzedził Sergiego Pique, za co został oblany morderczym spojrzeniem.
- Sergi, wracam do Polski – przewiesiłam torebkę przez szyję i wstałam. Przeszłam pomiędzy nimi i ruszyłam w dół schodów.
