poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 1



 Szczerze? Myślałam, że będzie ciekawiej. Mogłam z nim pojechać. Jej. Przypomniały mi się te jego błękitne, wpatrzone we mnie oczy.  Mówiły: poważnie, musisz już iść? Czemu im odmówiłam? Głupia - skarciłam siebie w myśli.
Poszłam na przystanek. Nie byłam w Hiszpanii dłużej niż 5 godzin i już zdążyłam znienawidzić te ‘’punktualne’’ autobusy. Postanowiłam usiąść, było jeszcze trochę wolnego miejsca. Włożyłam ręce do kieszeni bluzy. W lewej poczułam kawałek kartki. Nie przypominam sobie, żebym jakąś tam wkładała. Wyciągnęłam ją, a na niej było napisane: „Skoro znalazłaś, to musisz zadzwonić – 720122371. Buźka.”. Uśmiechnęłam się do kartki, a ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę. Zerwałam się z ławki i poszłam za ten cholerny przystanek. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do piłkarza. Odpowiedź uzyskałam po 2 sygnałach.
- Już myślałem, że nie znajdziesz – zaśmiał się Sergi.
- Jesteś cwańszy niż myślałam – odpowiedziałam mu również ze śmiechem.
- Już po Ciebie jadę.
- Ej, nie zawracaj sobie mną głowy. Na pewno masz ważniejsze sprawy.
-  Hej kicia, spokojnie. Już jadę, będę tam gdzie Cię zostawiłem.
Rozłączył się. Pobiegłam w stronę hali. Moje serce zaczęło bić mocniej z każdym krokiem. Ogarnij się, bo przestraszysz chłopaka – mówiłam do siebie w myśli. Dotarłam na miejsce. Go jeszcze nie było. Co za szczęście. Wyciągnęłam lusterko i szminkę, którą musnęłam usta. Następnie poprawiłam włosy. Wystarczyło czekać.
3 minuty później jego białe auto znalazło się tuż przede mną. Odeszłam do tyłu, ale ten głupek jechał za mną. Gdy już znalazłam się na ścianie hali, zatrzymał się. Wyszedł z auta trzymając w ręku kolorowy bukiet kwiatów. Podszedł do mnie. Włożył kwiaty w moje ręce, pocałował w policzek i szepnął do ucha „Zapraszam do auta, Natalio”. Nie udało mi się nic odpowiedzieć. Kiwnęłam tylko głową. Zajęłam miejsce obok kierowcy, a walizkę włożyłam wcześniej do bagażnika.
- Podobają się? – zapytał z uśmiechem Sergi i wskazał na kwiaty.
- Są.. są cudowne – wyjąkałam. – Dziękuję.
- Dostanę nagrodę? – wskazał palcem na policzek.
- Cwaniaczek.
Nachyliłam się by pocałować go w policzek. On jednak w ostatniej chwili odwrócił się. Nasze usta się spotkały. Przez moje ciało przeszły ciary, a w głowie miałam milion myśli.
Nasze usta chyba przywarły na dobre. Nie chciałam niczego więcej.
Powoli się ode mnie odsunął i szepnął:
- No.. to teraz możemy jechać.
Kiwnęłam głową i odetchnęłam. Usiadłam wygodnie w fotelu i czekałam, aż zapali auto. Kto by się spodziewał.. Siedzę w jego aucie już drugi raz. Mam nadzieję, że nie ostatni.
- Nie powinieneś teraz trenować? – przerwałam ciszę.
- Są rzeczy ważne i ważniejsze – odpowiedział od razu, jakby wiedział, że o to zapytam.
Do Sergi’ego zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie bruneta, a pod spodem było napisane „Marc Bartra”, ktokolwiek to jest.
- Tak, już jedziemy – powiedział do telefonu. – Będziemy za jakieś.. 10 minut.
Spojrzałam na niego, a on seksownie się uśmiechnął, pokazując swoje białe zęby.
- Przyjaciel – powiedział nie czekając na pytanie.
- Mogę wiedzieć, gdzie mnie zabierasz?
- Chyba żartujesz – parsknął z uśmiechem na twarzy. – Chyba wiesz, co to niespodzianka, prawda?
- Wiem – zrobiłam smutną minkę.
- Zaraz się przekonasz, cierpliwości Tala – powiedział i położył rękę na mojej nodze. Chyba chciał, żebym zrozumiała, że coś do mnie czuje. Ja jednak postanowiłam pograć w niedostępną i trudną.

Chwilę później zadzwonił do mnie telefon. Spojrzałam na ekran. „Cholera, czego on chce?!” powiedziałam do siebie w duchu, gdy zobaczyłam na wyświetlaczu jego imię.. Damian.
- Nie odbierzesz? Może to coś ważnego – powiedział Sergi nie odrywając wzroku od drogi.
- Wątpię.. – mruknęłam.
- Odbierz i się upewnij.
Przekonał mnie, aczkolwiek nie chciałam z nim gadać. Tym bardziej przy Roberto. Wiedziałam, że ta rozmowa nie wróży niczego dobrego.
- Dasz Ty mi spokój? – zaczęłam rozmowę i schowałam oczy za dłonią.
- Nigdy – odpowiedział od razu. – Nigdy nie dam Ci spokoju, rozumiesz?
- Nie, i nie mogę tego zrozumieć – powiedziałam zaciskając zęby. – To już koniec przyjaźni, która nie miała takich cech, jakie powinna mieć Damian, zrozum.
- Nie pozwolę Ci odejść. Nie pozwolę zniszczyć tego, co razem zbudowaliśmy – jego głos się załamywał.
- Już to zrobiłeś. Zniszczyłeś wszystko – odpowiedziałam i rozłączyłam się. Po moim policzku spłynęła łza, którą Sergi wytarł swoją ręką. Szybko podjechał pod wielką, oświetloną lampionami restaurację. Znajdowała się ona za zakrętem. Zgasił samochód i spojrzał na mnie błagającymi oczami.
- Mordko, nie płacz. Proszę, powiedz mi, co się stało.
Powiedział to tak błagająco, że nie dałabym rady odpowiedzieć zwykłym „nic”.
- Mój tak zwany przyjaciel mnie oszukiwał. To nie była przyjaźń tak właściwie. To wszystko.. to było jedno wielkie kłamstwo. Byłam następną. A.. a on był..
- Rozumiem skarbie – przytulił mnie tak mocno, ale z uczuciem, że zapomniałam o całym świecie. Przez jakiś czas bawił się moimi włosami, gdy w końcu powiedział: - Nie zasługuje na Ciebie. Jesteś za idealna na takiego.. sama wiesz kogo.
Siedzieliśmy w takiej pozycji jeszcze jakieś 5 minut. Zauważyliśmy, że w kierunku jego samochodu zmierzała para, trzymająca się za ręce. Był to ten mężczyzna. Ten sam, którego widziałam na ekranie telefonu Sergi’ego.

- Chodź mała, to tutaj – wysiadł pierwszy. Ja nie miałam ochoty.
Znalazł się przy drzwiach od mojej strony. Pociągnął za klamkę i delikatnie złapał mnie za rękę. Gdyby nie ten jego uśmiech, nigdy nie wysiadłabym z auta.
- Witam kochani. Przedstawiam Wam moją nową i wartą poznania znajomą – wstępnie przedstawił mnie piłkarz.
- Znajomą.. – zaśmiał się i uniósł brew Marc.
- Natalia – uśmiechnęłam się i wyciągnęłam w jego stronę rękę.
- Marc, miło mi – nie podał mi swojej. Zachował się tak, jak przystało na dżentelmena i pocałował moją.
Spojrzałam na jego partnerkę. Stała za nim, trzymając w ręku telefon. Nie widziałam jej twarzy, ponieważ stała w całkiem ciemnym miejscu. Ale zobaczyłam coś, co kiedyś należało do mnie. Była to bransoletka z zawieszoną na niej połową serca.
- Dominika? – zapytałam, a ona natychmiast odwróciła się.
- Natalia! – krzyknęła i rzuciła mi się na szyję. Gdyby nie Sergi, na pewno zrównałabym się z ziemią.
- Znacie się? – zapytali obaj. Patrzyli na nas jak osłupieni.  


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Prolog

Tak jak myślałam - lotnisko było pełne ludzi. Ale ja nie ich szukałam. Moje oczy chciały ujrzeć autobus, który zabierze mnie do centrum. Będzie ciężko, ponieważ w Barcelonie jestem pierwszy raz. Sama. Madryt jest piękny, ale kiedyś trzeba wyzwolić się od rodziców, prawda? Plusem jest to, że perfekcyjnie opanowałam język hiszpański. Wracając do tego cholernego autobusu. Ludzi było coraz więcej, a go nadal nie było widać. Wiatr był tak silny, że zabrał ze sobą mój niedawno kupiony kapelusz. Włosy przysłoniły mi całą twarz. Gdy już jakoś je ogarnęłam ruszyłam w kierunku, w którym poszybował mój kapelusz. Ku mojemu zdziwieniu wyprzedził mnie mężczyzna o ok. 1.80 metrach wzrostu. Nie wiem jaki miał kolor oczu, gdyż byłe zakryte ciemnymi okularami przeciwsłonecznymi.
- Zdaje mi się, że należy do Ciebie – uśmiechnął się słodko i nałożył mi kapelusz na głowę.
- Tak, dziękuję – zmieszałam się.
- Jesteś sama?
- Tak, na dodatek pierwszy raz. I muszę Ci powiedzieć, że macie bardzo punktualne autobusy.
- Rzadko kiedy jeżdżę autobusami. Podwieźć Cię gdzieś może? – zaproponował szatyn, któremu uśmiech nie znikał z twarzy.
- No wiesz.. nawet nie wiem, jak masz na imię – szukałam wymówki, lecz na próżno.
- Nazywam się Sergi. Sergi Roberto – wyciągnął do mnie dłoń.
- Nie za wiele mi to daje, żebym mogła Ci zaufać. Natalia – zrobiłam to samo.
- Widzę, że piłką nożną to Ty się nie interesujesz – zaśmiał się pan Roberto.
- No niestety nie. Zajmuję się tańcem – powiedziałam dumnie.
- No proszę. Chętnie dowiem się o Tobie więcej, zatem zapraszam do mej bryki – wskazał na białe Audi i złapał mnie za rękę.
Wsiedliśmy do auta. Siedzenia były niesamowicie wygodne, Tego mi brakowało. Odprężenia. Zamknęłam oczy i czekałam aż Sergi zapali auto.
- Wiedziałem, że Ci się spodoba – uśmiechnął się szeroko i przekręcił kluczyki w stacyjce.
- Ciężko, żeby się nie podobało – zaśmiałam się i zapięłam pasy .
- Czego panienka szuka w Barcelonie?
- Tak właściwie to niczego. Dla odmiany w tym roku wybrałam Barcelonę. Zawsze był Madryt, czas na zmianę.
- Dobry wybór, oby częściej – uśmiechnął się. Przyznam, robił to całkiem seksownie.
- Pan piłkarz? – zapytałam zaciekawiona.
- Słucham?

- Jesteś piłkarzem, tak?
- Ach, tak, jestem. Piłkarzem klubu z miasta, w którym jesteśmy.
- O matko – zaskoczył mnie. Nie znałam piłkarzy Barcelony, ale o klubie oczywiście słyszałam.
- Co nie znaczy, że jestem innym człowiekiem. I mam prośbę.
- Tak?
- Traktuj mnie jakbyś nie wiedziała, że nim jestem. Nie lubię gdy ktoś traktuje mnie inaczej.
- Jasne, nie ma sprawy. – uśmiechnęłam się i wskazałam na halę, w której odbywała się prezentacja tańca pasodoble – To tutaj.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy – wtedy zdjął okulary i ujrzałam jego piękne, błękitne oczy, których nigdy nie zapomnę
- Tak na pewno – uśmiechnęłam się w jego stronę i gdy miałam zamiar wysiąść on złapał mnie za rękę
- Nie pożegnasz się ze mną? – zrobił minę a’la kot ze Shreka. Przysunęłam twarz do jego policzka i pocałowałam go. Poczułam jego rękę na moim brzuchu, nie wiem co chciał osiągnąć.
- Do zobaczenia – powiedziałam, gdy tylko się od niego odsunęłam. Wysiadłam z auta i pomachałam mu, gdy odjeżdżał. On w odpowiedzi tylko trąbnął, a ja udałam się na halę z uśmiechem.